Strony

2009/12/16

Zapomniana magia słuchowisk

Fragmenty artykułu Michała Hernesa Zapomniana magia słuchowisk. Artykuł opublikowany w miesięczniku Nowa Fantastyka.


W przeszłości potrafiły mieć ogromną siłę oddziaływania, ale od kilku lat odchodzą do lamusa. Mowa o słuchowiskach radiowych, zwłaszcza tych z gatunku SF, wśród których można znaleźć wiele prawdziwych perełek.

Wiadomo, że słuchowiska mają wiele ograniczeń, więc ich twórcy robią wszystko, żeby je zatuszować i skupić się na budowaniu dowcipów bądź napięcia za pomocą dialogów czy drobnych detali. Ostatnio popularne są tzw. audiobooki, czyli książki czytane przez lektora, ale od kiedy pierwszy raz usłyszałem jakieś słuchowisko, niechętnie wracam do audiobooków – mówi Paco, proszący o anonimowość człowiek, który umożliwił wielu ludziom ściąganie słuchowisk z Internetu. Występujący w nich aktorzy mówią z niesamowitą ekspresją, słychać też efekty dźwiękowe, zaś narrator, jeśli występuje, nie zanudza słuchaczy przydługimi opisami – opowiada, dodając przy tym, że nagranie tego wszystkiego nie jest wcale takie łatwe. Trudno streścić całą powieść, gdy ma się na to trzydzieści minut. Nie zmienia to faktu, że czasem brak obrazu jest sporym atutem, co widać na przykład w „Zegarku” Jerzego Szaniawskiego. Poza tym dźwięki niesamowite pobudzają naszą wyobraźnię i są niejako istotą tej sztuki.

Widać to zwłaszcza w sytuacji, kiedy brano na warsztat opowiadanie albo powieść z gatunku SF. Warto odnotować, że najlepszym słuchowiskiem wszech czasów Teatrzyku Zielone Oko wybrany został „Jad Mantezji” według prozy Janusza Zajdla, który dostał najwięcej głosów na Forum Archiwum Listy Przebojów radiowej Trójki. Mnożące się w „Jadzie…” zagadki sprawiają, że osoby, które nie znają pierwowzoru, czeka pod koniec wielka niespodzianka.

Z drugiej strony za niespodziankę nie należy uznać opinii, że do przełożenia na język słuchowiska wręcz stworzone wydaje się być opowiadanie „Czy pan istnieje, mister Johns?” Stanisława Lema. Wcielający się w Johnsa Tadeusz Fijewski mówi swoją rolę doprawdy rewelacyjnie i zasługuje na olbrzymie owacje. Rola dała mu niesamowite pole do popisu, szczególnie jeśli chodzi o intonacje głosu. Psujący się Johns brzmi po prostu mistrzowsko. Świetnie wypadli także Tadeusz Olsza w roli adwokata i Andrzej Łapicki jako sędzia. Słuchowisko, wyreżyserowane przez Marię Komorowską, bije na głowę „Przekładańca” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Na jego tle blado wypada również „Diabeł w kieliszku” według Asimova, który rozczarowuje, choć wydaje się, że w samym pomyśle tkwi ogromny potencjał komediowy. Rzecz opowiada o intrydze, dzięki której nieśmiała abstynentka zamienia się w rozrywkową alkoholiczkę. O wiele ciekawiej prezentuje się „Kłamca”, którego można wysłuchać w wersji anglojęzycznej. W tym opowiadaniu Asimov zaprezentował pełnię swoich możliwości i nie została ona zmarnowana.

(...) Przejmująca jest także „Ostatnia niedziela” Szymona „Zombie” Karpierza. Wyróżnić należy przede wszystkim początek, który perfekcyjnie udaje autentyczne wypowiedzi radiowe z serwisów informacyjnych. Dzięki temu zabiegowi w czasie jego słuchania może nasunąć się skojarzenie z głośną „Wojną światów” Orsona Wellesa.

(...) Jan Warenycia wziął na warsztat opowiadanie „Roboty nie płaczą” Mike’a Resnicka, obsadzając w nim Andrzeja Ferenca. Jest to historia o przypadkowym odnalezieniu robota sprzed pięciuset lat, który kryje w sobie interesującą historię miłosną. Spod ręki Warenyci wyszła także „Krew z krwi” traktująca o światowej sławy fizyku, którego oskarżono o zabicie dwóch swoich klonów. Jak to zwykle bywa w podobnych sytuacjach, śledztwo mocno się komplikuje, a rozwiązanie zawiłej zagadki może zadecydować o przyszłości Europy. Reżyser zadbał, by jego dzieło zostało dobrze zrealizowane, w czym duża zasługa wcielających się w główne role Agnieszki Pilaszewskiej i Anny Gajewskiej.

Słuchowiska powstały również na podstawie wybitnych powieści, z których największe perełki to „Solaris” Stanisława Lema i „Pianola” Kurta Vonneguta. Dzieła tego pierwszego mogłyby częściej trafiać do radiowego teatru. Komediowy Lem to przecież nie tylko „Czy pan istnieje, mister Johns?”. Potencjał tkwi w wielu z „Bajek robotów” i pozostałych zbiorach opowiadań. Ion Tichy czy Klapaucjusz i Trurl byliby z pewnością bardzo wdzięcznymi bohaterami; przynieśliby słuchaczom wiele satysfakcji i radości. O kapitanie Pirksie nie wspominając, choć jego przygody czasem są utrzymane w klimacie bardziej serio. Z drugiej strony, polska fantastyka nie kończy się na Lemie i można by spokojnie spróbować poszukać inspiracji gdzieś indziej.

(...) Szkoda tylko, że aby tego wszystkiego wysłuchać, trzeba poczekać, aż pojawi się w Polskim Radiu. Wszystko wskazuje zaś na to, że nie nastąpi to zbyt szybko.

(...) Na www.polskieradio.pl dostępnych jest raptem kilka słuchowisk, ale nie ma żadnego o tematyce SF. Zarówno w Jedynce, jak i w Dwójce i Trójce regularnie emituje się co prawda słuchowiska, ale trzeba być zdanym na to, co zostanie wyselekcjonowane. Niby są jeszcze Wielkie Kolekcje Radiowego Teatru, jednakże te wydawnictwa stawiają na klasyków takich jak Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki czy Sofokles. Próżno szukać tam Stanisława Lema czy Isaaca Asimova. Zdaniem Andrzeja Brzoski z Teatru Polskiego Radia podstawowy problem to prawa autorskie, na przykład do muzyki użytej w danym słuchowisku. Prawo nas ogranicza, ale chcemy to zmienić. Prowadzimy rozmowy ze Związkami Twórczymi i wierzymy, że uda nam się wprowadzić odpowiednie zmiany, dzięki którym słuchowiska będą szerzej dostępne zarówno w Internecie, jak i na płytach CD. Internet to przyszłość i doskonale zdajemy sobie z tego sprawę – wyjaśnia Brzoska. Pierwszym krokiem ma być sprawienie, że słuchowisko puszczone w Polskim Radiu będzie dostępne na stronie internetowej radia przez dziesięć dni od daty jego emisji. Ale od tego do usatysfakcjonowania wszystkich, droga jest wciąż daleka.

(...) Na stronie http://davidszondy.com/radio.htm można legalnie wysłuchać słuchowisk SF takich autorów jak Robert Heinlein, James Gunn, Murray Leinster, Robert Sheckley czy Frederik Pohl. Mało tego – jeśli złożysz datek w wysokości minimum 25 dolarów, to otrzymasz płytę CD z nagranymi w formacie MP3 wszystkimi znajdującymi się w archiwum słuchowiskami, także tymi fantastycznonaukowymi, które nie zostały umieszczone w sieci. Twórcy strony posiadają w swoich zbiorach aż czterdzieści pięć słuchowisk SF. Dodatkowo w pakiecie znajduje się unikatowy wywiad z Herbertem Georgem Wellsem i Orsonem Wellesem. Przypominamy, że Welles zrobił na podstawie prozy Wellsa radiową audycję, która wywołała swego czasu panikę w Ameryce. „Inwazja z Marsa” puszczona została w Halloween 1938 roku, ale ludzie w USA uznali to za prawdę. W dzisiejszych czasach mediów masowych bardzo trudno byłoby powtórzyć coś takiego.

(...) Jednym z radiowych pionierów w USA był sam Hugo Gernsback, uważany za jednego z ojców SF. Założyciel „Amazing Stories” znacząco przyczynił się do rozwoju amatorskiego radia. Natomiast prawdopodobnie pierwszą historią z tego gatunku puszczoną w Ameryce na cały kraj było R.U.R. (Rossum's Universal Robots) na podstawie prozy Karela Čapka. Zaprezentowano ją 27 listopada 1933 roku. Pierwsza seria słuchowisk SF w odcinkach to z kolei „Buck Rogers in the 25th Century”, czyli historia człowieka, który przeniósł się z czasów jemu współczesnych do dwudziestego piątego wieku. Rzecz początkowo wyprodukował i wyreżyserował Carlo De Angelo, później jego obowiązki przejął Jack Johnstone. W 1935 roku swojego debiutu w eterze doczekał się zaś „Flash Gordon”. Obie serie zrobiono przede wszystkim z myślą o nastoletnich odbiorcach.

(...) Prawdziwy słuchowiskowy boom nastąpił w Ameryce w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Dużym powodzeniem cieszyły się „2000 Plus” czy „Dimension X”. To ostatnie powstawało na kanwie wielu historii napisanych przez pisarzy zajmujących się fantastyką. O wiele prościej było bowiem inspirować się powstałymi już dziełami, niż wymyślać od podstaw coś zupełnie nowego.

(...) O ile pozycja książek wydaje się niezagrożona, nic nie wskazuje na to, że słuchowiska znowu staną się popularne. To na swój sposób zadziwiające, bo można odnieść wrażenie, że wygodniej jest słuchać książki niż ją przeczytać. Widocznie ludzie wciąż odczuwają większą sympatię do słowa pisanego. Poza tym radio święciło największe triumfy w czasach, gdy telewizja nie była tak rozwinięta i w dużej mierze przez nią słuchowiska zeszły na dalszy plan. Teoretycznie sytuacja mogłaby ulec zmianie tylko po jakiejś globalnej katastrofie rodem z „Ostatniej niedzieli”. Mimo wszystko, miejmy nadzieję, że nigdy tak się nie stanie. (...)

Michał Hernes
Cały artykuł można przeczytać na stronach Onet.pl

Brak komentarzy: